Hoi An,  Wietnam

Obiecana poprawa zdjeciowa

piątek, 1 kwietnia 2011
Zgodnie z obietnica poprawa zdjeciowa - co prawda pisze z Hanoi, ale otagowalem Hoi An, jako ze wiekszosc zdjec pochodzi z Hoi An lub My Son. Z Hanoi tylko ostatnia fotka, porobie wiecej pozniej :D


















Hoi An, Wietnam

Good Morning Vietnam!

wtorek, 29 marca 2011
Ah. Wietnam. Zaczęło się z lekka hardkorowo - pracownik biura turystycznego zdziwiony był gdy mój wybór padł na 'local bus', a nie na 'VIP bus'. Potem ja byłem zdziwiony jak zobaczyłem local bus... Rozsypujące się muzeum techniki było tak załadowane, ze podróz przerywana była non-stop przez policję, która po krótkiej rozmowie [i wymianie banknotów pomiędzy 'szefową' a policjantami] puszczała nas dalej. Autobusik toczył się z oszałamiającą prędkościa 30 km/h, a nasz cel - Da Nang, oddalony był o jakieś 600 kilometrów... Przewidywany czas podrózy - nieznany... 3 backpackerów, 2 kierowców i stadko laotańskich wieśniaków z questem sprzedania swoich produktów rolnych. I ptaszek w reklamówce. W Dong Ha 'szefowa' złapała dla nas (backpackerów) busa, w którego przesiedliśmy się - zmiana z 30 km/h na 80 km/h była oszałamiającą róznicą gatunkową. Do Da Nang dotarłem po 30 godzinach od wyruszenia... I tu pierwszy szok - Da Nang, okazało się oszałamiającym miastem pełnym sklepów, świateł, ludzi. Nie mogę się doczekać Sajgonu. Jeśli tak wygląda czwarte miasto, to jak wygląda pierwsze? Następny przystanek - Hoi An - kolejne miejsce które przywitało mnie deszczem - chyba juz tak zostanie. Jego piękno było mi dane zobaczyć dopiero dzisiaj. Urocze nadmorskie miasto z przepiękną, aczkolwiek trochę zaniedbaną architekturą. Jak do tẹ pory, jest to chyba najsympatyczniejsze miejsce w jakie dane mi było trafić. Tak jak Laos, który miał być punktem kuliminacyjnym zmęczył mnie bardziej niz bym sobie tego zyczył, tak Wietnam, przynajmniej chwilowo, dał mi chwilę oddechu, którego się zupełnie nie spodziewałem. Po raz pierwszy w trakcie tej podrózy stwierdziłem, ze być moze kiedyś jeszcze wrócę w te strony. Tym razem przegadany wpis bez zdjęć. Nie mam jak podłączyć dysku... obiecuję poprawę następnym razem.
Don Det, Laos

Ostatni przystanek w Laosie

niedziela, 27 marca 2011
Dotarłem do wysuniętego na południe przeuroczego miejsca - Don Det. Don Det znajduje się na jednej z tzw. 4000 wysp. Przeurocze miejsce - bungalowy rozciagają się wzdłuż rzeki, małe i duże wysepki znaczą taflę Mekongu aż po horyzont. Jednakże sielanka tego miejsca, jego niezaprzeczalna uroda nie potrafią mi przynieść oczekiwanej radości. Więc zamiast rozkoszować się palmami, i widokami rozpoczynam ucieczkę. Wybór padł na wschód - Wietnam... 

 




Pakse, Laos

W drodze...

piątek, 25 marca 2011
... z jednodniowym opoznieniem, ktorego nie potrafie usprawiedliwic inaczej niz wlasnym gapiostwem dotarlem do Pakse - od Kambodzy dzieli mnie jedynie 4000 wysp... Stoje jednak przed dylematem - uciekac dalej na poludnie, czy odbic na wschod do Wietnamu... Tymczasem znalazlem ksiazke o Davie Grohlu i zaglebiam sie w jego muzyczny swiat...
Vang Vieng, Laos

Party time...

środa, 23 marca 2011
Pogodziwszy się z imprezowym charakterem miasta postanowiłem oddać się imprezowaniu. Nie zamierzam pozostać jednak przy tym zbyt długo. Po południu autobus do Pakse. Tam kolejne skrzyżowanie i pytanie co dalej... Chwilowo nie chciało mi się robić zdjęć... może jak sobie stąd wyjadę wróci mi wena...
Vang Vieng, Laos

Czarujace i odrazajace Vang Vieng

wtorek, 22 marca 2011
Vang Vieng to miasto o dwóch obliczach. W ciągu dnia jest miłym miasteczkiem, skupionym przy dwóch ulicach - głównej i przebiegajacej wzdłuż rzeki. Miłe restauracje, małe sklepiki, w tle gdzie nie spojrzeć czarujące pasma gór z wapienia. W nocy to spokojne miasteczko zamienia się w głośny odrażający klub. Pomiędzy główną ulicą, a nabrzeżem rzeki przelewa się ludzka rzeka. Stado pijanej, głównie brytyjskiej młodzieży stanowi szokujący kontrast na tle spokojnego, cichego i skromnego  laotańskiego społeczeństwa. Nie mogę doczekać się momentu gdy wyrwę się stąd. Trzymają mnie tutaj okoliczne atrakcje - wczoraj udało mi się odwiedzić przepiękne jaskinie - speleologiem nie zostanę, ale doświadczenie przednie. Dzisiaj i jutro postaram się spędzić trochę czasu nad wodą.

Louangphrabang, Laos

Czas w droge

niedziela, 20 marca 2011
Luang Prabang zalane zarem. Wczoraj wypad do wodospadu, dzisiaj raczej niewiele bo wieczorem autobus do Vang Vieng. Czas ucieka, i z listy rzeczy do zobaczenia spada coraz wiecej pozycji. Ale nie zamierzam sie spieszyc...